
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło ostatnio na pokładzie samolotu Alaska Airlines lecącego do San Francisco. Do kabiny pilotów wtargnął bowiem mężczyzna, który chciał doprowadzić do wyłączenia silników maszyny. Samolot musiał awaryjnie lądować w Portland.
Samolot linii Alaska Airlines wystartował z lotniska w stanie Waszyngton w niedzielę 22 października o godzinie 17.23. Na pokładzie maszyny obecnych było 80 pasażerów, w tym jedno niemowlę. Wraz z podróżnymi leciał także pilot danych linii będący po służbie - Joseph Emerson. Przebywał on w kabinie załogi na rozkładanym miejscu, co jest częstą praktyką stosowaną przez członków załogi, którzy chcą skorzystać z przelotu do bazy macierzystej.
W pewnym momencie mężczyzna zerwał się ze swojego miejsca i usiłował wyłączyć silniki w maszynie. Na szczęście piloci samolotu wykazali się wzorową reakcją. Jeden z nich złapał Emersona za nadgarstki, a drugi zaczął się z nim mocować, w wyniku czego Emerson upadł na podłogę i przekonywał, że wszystko z nim w porządku.
W związku z tym incydentem samolot lądował awaryjnie w Portland, a tuż po tym Emerson został zatrzymany.
Joseph Emerson usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa 83 osób - wszystkich pasażerów i członków załogi. Pilot przyznał, że 48 godzin przed feralnym lotem zażył “magiczne grzyby”, a dodatkowo nie spał przez 40 godzin.
Z dokumentów wynika, że Emerson zmagał się z silną depresją, a także żałobą po śmierci przyjaciela. Co ważne, wcześniej wpłynęła już na niego skarga związana z tym, że prawdopodobnie przechodzi on przez załamanie nerwowe i nie jest w stanie należycie wykonywać swoich obowiązków.